
Podziwiam odwagę Jolie, która przyznała się na łamach New York Timesa do tego, że poddała się mastektomi. Operacyjne usunięcie piersi ma zapobiec zachorowaniu na raka. W przypadku aktorki ryzyko wynosiło - jak ocenił jej lekarz - aż 87 proc.
- Chciałam, żeby inne kobiety wiedziały, że decyzja o masektomii nie była łatwa. Ale jestem bardzo szczęśliwa, że ją podjęłam. Ryzyko, że zachoruję na raka piersi zmalało z 87 do mniej niż 5 procent. Teraz mogę mówić dzieciom, że nie muszą się bać, że mnie stracą z powodu tej choroby - napisała Jolie.
Jolie przyznała, że długo odsuwała od siebie myśl o chorobie i przekonywała dzieci, że nic jej nie grozi. Okazało się jednak, że ma gen BRCA1, który radykalnie zwiększa ryzyko zachorowania. Aktorka podkreśla, że, gdy się o tym dowiedziała, postanowiła "działać" i zminimalizować ryzyko jak tylko się da.
W poruszającym, obszernym artykule aktorka wyjaśniła: - Piszę o tym, bo mam nadzieję, że inne kobiety będą mogły skorzystać z mojego doświadczenia. Rak to słowo, które sączy strach do ludzkich serc i budzi głębokie poczucie bezradności. Ale dziś wystarczy zrobić badanie krwi, by sprawdzić, czy jest się w grupie wysokiego ryzyka zachorowań na raka piersi i jajnika. A potem trzeba działać.
Według mnie Angelina powinna być wzorem dla innych kobiet. Przyznając się do masketomi przełamała temat tabu i mam nadzieję, że zachęciła wiele kobiet na świecie do badania swojego ciała. Rak piersi jest jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych u kobiet w Polsce. Z obecnie żyjących, co 14 Polka zachoruje na raka piersi w ciągu swojego życia. Biorąc pod uwagę wzrostowy wskaźnik zachorowalności, istnieje realne zagrożenie zwiększenia się liczby Polek, które zachorują w najbliższej przyszłości na ten nowotwór. Ten problem może dotyczyć każdej z nas dlatego wszystkie kobietki powinny brać z Jolie przykład!
smutne, ale odważne. Podobno Brad ją bardzo wspiera... To ważne!
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że w Polsce mastektomia jest raczej traktowana jako ostateczność przy rozwiniętym raku, a nie ochrona przed nim... Ponadto późniejsza rekonstrukcja to kolosalny koszt, a mało która kobieta dałaby dźwignąć ciężar, jakim jest świadomość pozbycia się istotnego atutu. Trudny temat... :)
OdpowiedzUsuń